Aktor Maciej Stuhr udał się w ostatnim czasie na granicę polsko-białoruską, by wspomóc koczujących tam migrantów. Artysta nie krył swojego rozgoryczenia w związku z zaistniałą sytuacją.

W wywiadzie z „Gazetą Wyborczą” stwierdził, że w czasie pobytu na Podlasiu pojął, że ci ludzie są po prostu „skazani na śmierć”.

Nie tylko Maciej Stuhr pojechał w okolice granicy, zrobiła to również aktorka Maja Ostaszewska, która wystąpiła ze łzami w oczach na nagraniu.

— Kończę ten bardzo trudny dzień pod szpitalem w Hajnówce, po wielu w godzinach w lesie. Szliśmy po prostu z przyjaciółmi, mając na wszelki wypadek zupę, gorące picie w plecakach i coś do przebrania dla osób, które ewentualnie byśmy spotkali w lesie. Znaleźliśmy trzy niezależne od siebie obozy, porzucone. Widać, że były tam małe dzieci, malutkie buty, pieluchy. Kiedy wracaliśmy już, zupełnie przypadkiem zobaczyliśmy interwencję, światła policji. Zatrzymaliśmy się i okazało się, że jesteśmy świadkami końcówki bardzo trudnej interwencji. Trójka pobitych osób, małżeństwo. Jeden pan z Iraku i z Syrii. Jeden pan bardzo dotkliwie pobity — relacjonowała przygnębiona aktorka.

Maciej Stuhr, równie załamany jak jego koleżanka po fachu, wyznał „Gazecie Wyborczej”, jak postrzega całą sytuację.

Przeczytaj również:  Zełenski rozmawiał telefonicznie z Scholzem. Co z tego wynikło?

— W świetle pomysłów, jakie są po stronie polskiej i białoruskiej, oni muszą w tym lesie umrzeć, co z każdym dniem staje się dla nich coraz bardziej jasne. No bo co? Nie wystrzelą się w kosmos, a żadna ze stron nie chce ich przyjąć. Z każdym dniem będą coraz bardziej zdesperowani i będą walczyć o swoje życie — powiedział Stuhr.

Aktor nie ukrywał, że sytuacja ulegnie znacznemu pogorszeniu, kiedy przyjdzie zima.

— Jeszcze kilka dni i temperatury spadną drastycznie, więc należy się spodziewać kolejnych śmierci. Przepraszam za dosadność, ale kto posprząta zwłoki? Na Podlasiu już krążą plotki o przerzucaniu przez granicę umarłych, żeby ich śmierć nie była na nas. A można było przecież zaradzić tragediom, które już się stały i które się niechybnie staną — stwierdził gwiazdor.

Stuhr opowiedział historię 60-letniej kobiety z Syrii, której szukał w szpitalu w Hajnówce. Chciał jej bowiem pomóc w spotkaniu z synem, który jest azylantem w Austrii od 12 lat.

— Jego ojca puszbekowała Straż Graniczna, a matka, pogryziona przez psy białoruskich pograniczników, znalazła się w szpitalu. I to było dla mnie surrealistyczne, że ja, Maciej Stuhr, w szpitalu w Hajnówce szukam Syryjki, która wyszła z polskiego lasu pogryziona przez białoruskie psy, a do tego wszystkiego, co kilka minut muszę się chować, bo wwożą na wózkach pod namiotami pacjentów covideowych otoczonych pielęgniarzami ubranymi w te kosmiczne kombinezony. Czułem się jak na planie jakiegoś filmu Andrzeja Żuławskiego — mówił aktor.

Przeczytaj również:  „Co to jest za gimbaza”. Burzliwe obrady Sejmu. Doszło do awantury [WIDEO]

Zobacz również: Służby Łukaszenki zmienią taktykę? Migranci uderzą w innym województwie

Zobacz również: Putin wykorzysta kryzys migracyjny, by dokonać ataku zbrojnego? „Bardzo prawdopodobne”

Źródło: Gazeta Wyborcza, wMeritum

(Visited 1 813 times, 1 visits today)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj