Marek Sawicki z PSL uważa, że opozycja nadmiernie uzależniła swoje działania od tego, co powie i zrobi Donald Tusk. W rozmowie z „Super Express” skomentował obecną sytuację polityczną. Według „Wprost” Donald Tusk miał namawiać Władysława Kosiniaka-Kamysza do startu w wyborach prezydenckich… — zaczął dziennikarz Mirosław Skowron.

— W Polsce nawet kura nie pójdzie się załatwić, jeżeli Donald Tusk jej nie pozwoli. Jestem w szoku, jak media dają się nakręcać i wpuszczać we wszechmoc Tuska! — tłumaczył poseł PSL Marek Sawicki.

— W Platformie lata mijają, a wciąż chyba jest wszechmocny — kontynuował Mirosław Skowron z „Super Express”.

— To w Platformie, ale co on ma wspólnego z Kosiniakiem-Kamyszem i PSL? Może Platforma używa go jako straszaka na Schetynę i Kidawę-Błońską, by jak najszybciej się ogarnęli. My nie czekamy ani na radę, ani na wsparcie Tuska, do niczego nie jest nam to potrzebne. 1 czerwca opuściliśmy Koalicję Europejską i poszliśmy swoją drogą — dodał Sawicki.

— I idziecie do wyborów prezydenckich z Kosiniakiem-Kamyszem — zauważył redaktor gazety.

— Bardzo go do tego namawiam. Wystosujemy też być może zaproszenie kandydatów opozycji do debaty. Może nawet w formule prawyborów — powiedział parlamentarzysta.

Redaktor zauważył, że opozycja wciąż czeka na Tuska. Sawicki dosadnie podsumował, że były premier już nie wróci, a tym bardziej na białym koniu.

— On nie wróci. PiS mu rozłożył stadninę i nie znajdzie odpowiedniego dla siebie białego konia. Poznałem go, to jest taki typ, który wejdzie w wybory, jeżeli zwycięstwo w nich wyda mu się pewne. Tu tej pewności miał nie będzie. Jego poparcie jakiegoś kandydata bądź jego brak ma takie samo znaczenie jak „przekazywanie głosów” w drugiej turze. Wyborcy sami potrafią myśleć i decydować. Gdyby prezesa PSL poparł, to nie będzie obciążeniem, ale nie będzie to także miało aż takiego znaczenia. Pytanie, czy Platforma chce wygrać? — zastanawiał się Sawicki.

Przeczytaj również:  Rząd przyspiesza łagodzenie obostrzeń. Wielkie zaskoczenie, premier podał termin

Poseł kontynuował swoje rozważania w kwestii braku porozumienia w partii. Podkreślił, że Koalicja Obywatelska ma nie lada problem odnośnie wyboru na przewodniczącego, nie mówiąc już o wskazaniu kandydata na prezydenta.

— Gdyby PO rzeczywiście chciała wygrać z PiS te ostatnie wybory, to miałaby inną kampanię. Gdyby chciała wygrać prezydenturę, to rozmawiałaby już o wspólnym kandydacie, a nie rozważała, czy Schetyna ma być szefem KO, PO, czy czegokolwiek. Politycy Platformy mają dylemat, który z tych młodych ambitnych 40-latków ma być przewodniczącym. Nie są między sobą dogadani i wolą udawać, że wciąż mają tego zbawcę w Brukseli, który może jeszcze przyjechać i wszystko zmienić. Przecież oni wiedzą, że on nie wróci! — mówił były minister rolnictwa i rozwoju wsi.

— I tracą czas, nie mogąc się zdecydować, kto tę schedę po Schetynie będzie orał. Platforma jest w podobnej sytuacji, jak PSL był 8 czy 12 lat temu. Na szczęście my potrafiliśmy to zmienić i kiedy cztery lata temu wybory zakończyły się dla nas niezbyt dobrym wynikiem, niepowodzeniem, pierwsza rada naczelna po wyborach odwołała Janusza Piechocińskiego i zdecydowała się na Kosiniaka-Kamysza. Było wiadomo, z kim i na kogo pracujemy, nie traciliśmy czasu na jałowe spory, kto jest winien, czy prezes jest dobry, czy zły. Był nowy prezes i tyle. Platforma nie umie się na to zdecydować i brnie w takie jałowe spory, na których korzysta PiS — podsumował polityk PSL w rozmowie z Mirosławem Skowronem.

źródło: se.pl
(Visited 39 times, 1 visits today)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here