W 2019 roku w Warszawie doszło do zatrucia czterech osób siarkowodorem w sortowni śmieci firmy „Byś” przy ul. Wólczyńskiej. Na domiar złego, w listopadzie bieżącego roku media obiegła również wieść o pożarze na składowisku śmieci tej samej firmy na Bielanach, gdzie z ogniem walczyło siedem zastępów straży pożarnej. I wreszcie, kilkanaście stołecznych spółdzielni mieszkaniowych protestuje przeciw najnowszej uchwale śmieciowej ratusza. Pojawia się więc pytanie — ile jeszcze zniosą zwykli warszawiacy? Ale to nie koniec, gdyż biorąc pod uwagę tzw. turystykę odpadową, warszawski nowotwór rozprzestrzenia się także w inne rejony kraju.

W Warszawie coraz częściej dochodzi do wydarzeń, które spędzają sen z powiek szarym mieszkańcom stolicy. Wspólnym mianownikiem okazuje się problem śmieci — jest to kolejna sól w oku Rafała Trzaskowskiego po niesławnej awarii oczyszczalni „Czajka”. Wielu komentatorów od dawna powątpiewa w kompetencje niedoszłej głowy państwa w polityce samorządowej. Czy możliwym jest, aby prezydent miasta pretendującego do bycia wzorcem europejskiej metropolii nie posiadał większej kontroli nad kwestią śmieci? Sedno problemu może być ukryte głębiej, niż się wydaje.

Zatrucie siarkowodorem w 2019 i pożar w listopadzie

Rzecz miała miejsce w sortowni śmieci firmy „Byś” przy ul. Wólczyńskiej na Bielanach w czerwcu 2019 roku. Cztery osoby zatruły się wówczas siarkowodorem — dwie straciły przytomność i zostały przekazane pod opiekę ratownikom medycznym. Choć z perspektywy czasu informacja ta zdaje się tonąć w gąszczu innych niegospodarności stołecznego ratusza — stanowi idealny pretekst do zadania pytania: Co z tymi śmieciami jest nie tak? Dość powiedzieć, że na feralnym składowisku doszło 9 listopada do pożaru, z którym mierzyć się musiało aż siedem zastępów straży pożarnej.

Kontenerowa kompostownia „Byś” – zdjęcie z 2015 r.

Na warszawskich Bielanach pieczę nad odpadami sprawuje Byś — przedsiębiorstwo zajmujące się wywozem śmieci oraz usuwaniem nieczystości. Firma musi mierzyć się ostatnio z niezadowoleniem mieszkańców, skarżących się na brzydki zapach przetwarzania odpadów komunalnych. W roli głosu oburzenia występuje tutaj Stowarzyszenie Czyste Bielany.

Szanowni Państwo, znowu coraz częściej czuć w powietrzu smrody przetwarzania odpadów komunalnych połączone z odorem mas bitumicznych, asfaltem z terenu przy ul. Wolczynskiej 249. Olbrzymi teren i co najmniej 3 firmy które smrodzą. Nie są to zdrowe zapachy dla naszych płuc czy serca. Prosze pisać skargi do: mailto:warszawa@wios.warszawa.pl — czytamy w komunikacie stowarzyszenia jeszcze z października bieżącego roku.

Przeczytaj również:  Polityk PO bez litości o Trzaskowskim: Taki był ładny, amerykański, a wyszedł z niego wieśniak
źródło: Facebook

Uchwała śmieciowa ratusza

Jakby tego było mało, kilkanaście warszawskich spółdzielni mieszkaniowych z różnych dzielnic metropolii zażądało od Wojewody Mazowieckiego unieważnienia uchwały śmieciowej stołecznego ratusza. Ta, opublikowana 18 listopada przez Radę Warszawy, przewiduje, że zgodnie z nowymi przepisami od 1 stycznia warszawiacy będą płacić za wywóz nieczystości w zależności od metrażu mieszkania. Miasto od tamtego czasu przekonuje, że nowa metoda to „możliwie prosty system, najmniej obciążający portfel mieszkańca”. Okazuje się jednak, że uchwała uderzy głównie w mniej i średnio zamożnych.

W konflikt z władzami stolicy weszły m.in. „Praga”, „Bródno”, „Zachód”, „Służew nad Dolinką” oraz Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Spółdzielnie wystąpiły do Wojewody z wnioskiem o unieważnienie nowych przepisów oraz wstrzymanie ich wykonania.

W naszej ocenie nowa metoda ustalania opłat oraz przyjęte stawki opłat wprowadzone przez Radę spowodują, że ciężar finansowy za gospodarowanie odpadami komunalnymi spadnie głównie na ludzi mniej i średnio zamożnych (takie osoby są zazwyczaj właścicielami lokali o pow. od 40 do 60 m2 — w tym przedziale jest ok. 50 proc. lokali w Warszawie), podczas gdy dla osób najlepiej zarabiających (zamieszkujących najczęściej duże lokale o pow. od 80 m2) wzrost opłat będzie mniej odczuwalny — napisano w dokumencie skierowanym do Wojewody Mazowieckiego.

„Turystyka odpadowa”

Sprawą dotyczącą problemu „turystyki śmieciowej”, czyli wywozu odpadów daleko poza granicę miasta, zainteresowała się już w marcu „Gazeta Wyborcza”. Dziennik wskazuje na niegospodarność władz stolicy w dziedzinie odpadów. Dziennikarze GW dotarli do osoby z branży odpadowej, która ujawnia kulisy polityki śmieciowej w Warszawie:

Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, żeby zoptymalizować cenę zagospodarowania odpadów, ogłosiło przetarg dla firm z całej Polski. Odległość od Warszawy do miejsca, gdzie śmieci zostaną zagospodarowane, się nie liczy. W stu procentach decyduje cena. I nie ma co ukrywać, zakłady zlokalizowane na mniej zurbanizowanych terenach mogą być tańsze. Poza tym na naszym terenie nie ma składowisk śmieci, a one są najtańsze. Tyle że gdy doliczymy dowóz z Warszawy w odległe czasami rejony Polski, wyjdzie drożej. A tak być nie powinno. Wożenie śmieci przez pół Polski to absurd — mówi anonimowy informator dziennika.

Przeczytaj również:  A to zaskoczenie! Jarosław Kaczyński kandydatem na prezydenta?

Głos zabiera właściciel Byś

Władze Warszawy przywiązują dużą uwagę do ekologii. Ekologiczny transport publiczny, rowery, ciągi piesze. Ja też chciałbym zwrócić uwagę na ekologię — mówi Wojciech Byśkiniewicz, właściciel firmy Byś, przeciwko której protestuje wyżej wspomniane Stowarzyszenie Czyste Bielany. — Niedługo wyjedzie z Warszawy w Polskę milion metrów sześciennych odpadów ze śmietników warszawiaków, zapakowanych na ciężarówki. Ledwo mógłby je wszystkie pomieścić Stadion Narodowy. Czy taka turystyka odpadowa jest ekologiczna? — pytał retorycznie szef przedsiębiorstwa wczesną wiosną, gdy skala problemu nie była aż tak dostrzegalna przez ogólnopolskie media.

Zdaniem społeczników i niektórych samorządowców ekologiczne zacięcie Byśkiniewicza nie tłumaczy m.in. odorów utożsamianych zazwyczaj z MPO i jeszcze częściej z „Byś” na Bielanach.

Niemal 300 zgłoszeń dotyczących uciążliwego zapachu dotarło do mnie w ciągu jednego dnia po apelu w bielańskich grupach (…) Skąd pochodzi odór skoro MPO nie ma pozwolenia na przetwarzanie odpadów zmieszanych? Podejrzenia mieszkańców najczęściej padają na: przetwarzane odpady zielone w instalacji MPO przy Kampinoskiej (na to spółka ma pozwolenie) oraz na działalność firmy Byś przy ul. Wólczyńskiej — pisał na portalu społecznościowym Krystian Lisiak, radny Dzielnicy Bielany.

Źródło: Facebook

Za niegospodarność zapłacą zwykli warszawiacy?

— Za gospodarkę odpadami w Warszawie płaci miasto. Z pieniędzy, które zbiera z opłat śmieciowych od mieszkańców. Wydatki są ogromne, w ostatnich paru latach rosły w zawrotnym tempie — od 350 mln zł w 2016 r. do grubo ponad 1 mld zł w zeszłym roku. Wkrótce mieszkańców dotkną kolejne podwyżki, a opłaty śmieciowe zostaną powiązane ze zużyciem wody — czytamy na łamach „GW”.

Przeczytaj również: Szok i niedowierzanie! Trzaskowski skarcony przez Piotra Kraśko [WIDEO]

Przeczytaj również: Rafał Trzaskowski i przedstawiciele Kościołów apelują o pomoc migrantom na granicy. Opublikowano list

Źródło: Gazeta Wyborcza, Polsat News, TVP Info, Warszawa w Pigułce

(Visited 1 664 times, 1 visits today)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj