Dr. Grzegorz Zając wykładowca w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie został zwolniony z pracy po zamieszczeniu krytycznego wpisu na temat Strajku Kobiet.

Okazuje się, że Zając dostał od władz uczelni ultimatum. Mężczyźnie pozostały dwa wyjścia — albo rozwiąże umowę za porozumieniem stron, albo będzie musiał się liczyć z dużymi konsekwencjami.

— Z jednej uczelni dostałem telefon od rektora, który powiedział, że muszą ze mną natychmiast rozwiązać umowę. Zapytałem, z jakiego powodu. Wtedy zaczął mi cytować, że na Facebooku coś napisałem. Kiedy zapytałem, co to ma wspólnego z uczelnią, odpowiedział: „Pan pisze takie rzeczy, pan nie ma prawa takich poglądów mówić”. Usłyszałem, że mogę być przeciw aborcji, ale nie mogę niczego komentować — wyznał dr Zając.

Zwolniony wykładowca żali się, że jest zewsząd atakowany i nie może publicznie powiedzieć, co myśli.

Zobacz również: Andrzej Sośnierz: „Nie należy wprowadzać lockdownu. Polacy są już ostrożni”

— Kiedy powiedziałem, że dużo osób publicznie o tym mówi, to odpowiedział, że jako nauczyciel akademicki nie mam do tego żadnego prawa, że nie mam prawa mówić o aborcji i jeżeli jestem przeciwny, to powinienem sobie prywatnie w domu o tym rozmawiać, ale nie publicznie. Czyli jeżeli publicznie jestem przeciwko aborcji, za życiem, będę mocno bronił wszystkie osoby, które tak samo myślą, jak ja, to w ogóle nie mam takiego prawa — kontynuował.

Ostatecznie dr Zając poddał się i zrezygnował z pracy na uczelni. Wyznał, że podpisał wypowiedzenie dla świętego spokoju. Zauważył, że wolność słowa nie działa w obie strony, a osoby biorące udział w strajkach mają większe przywileje. Przyznał, że być może użył zbyt mocnych słów, jednak wciąż powinien mieć taką możliwość.

— To i tak by nie miało sensu. Ja znam te metody, którymi posługują się osoby o tych poglądach, popierające te skandaliczne protesty. Do tej pory nie mogę się z tego otrząsnąć. Tak się nie robi, uważam, że nie można kogoś wyrzucić z pracy za to, że prywatnie głosi swoje poglądy. Może użyłem mocnych słów, ale co to ma wspólnego z procesem dydaktycznym? Rozumiem z tego, że jeżeli bym głosić, że „je… PiS” czy „wypier…” do rządu – jeżeli takie hasła bym pisał, to wszystko byłoby ok? Oni mogą niszczyć kościoły, mogą używać gorszego języka, bo oni twierdzą, że to są emocje? To ja nie mogę w drugą stronę? — podsumował rozżalony.

Przeczytaj również:  Wałęsa w mocnych słowach o Polsce: „Nie podoba się taka Europa, to won”

źródło: dorzeczy.pl

(Visited 866 times, 1 visits today)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here