Władysław Kosiniak-Kamysz wpadł na pomysł, jak pozyskać pokaźne grono dodatkowych zwolenników. Lider PSL zaproponował tysiąc złotych miesięcznie dla wszystkich, którzy pobierają naukę na uczelni wyższej. Niestety, jak się okazuje, jest pewien haczyk.

Kosiniak-Kamysz tłumaczy, że warunkiem korzystania ze świadczenia miałoby być odpracowanie tej jałmużny już po skończeniu studiów. Na czym miałoby to polegać?

Dany student kończący naukę musiałby zobowiązać się do pracy w Polsce minimum przez 10 lat. Czy szef PSL pomyślał jednak, co w przypadku, gdyby świeżo upieczony absolwent nie mógł znaleźć pracy w swoim zawodzie?

Kosiniak-Kamysz uważa jednak, że to doskonała inwestycja, „która pozwoli na zatrzymanie specjalistów”.

Nie trudno wyobrazić sobie, jak pomysł ten byłby mocno szkodliwy i jak wielu studentów poszłoby na państwową uczelnię wyłącznie przez wzgląd na „darmowy” tysiąc miesięcznie. Socjalne obietnice lidera PSL nie spotkały się raczej z wielkim uznaniem.

Wydaje się więc, że polityk będzie musiał wymyślić coś innego, by zachęcić do siebie potencjalnych wyborców. Podczas jesiennej kampanii do parlamentu partia już wiele obiecywała. M.in. program „Własny kąt”, który miał polegać na dorzucaniu przez państwo 50 tys. zł dla młodych ludzi na własne mieszkanie.

źródło: nczas.com

(Visited 35 times, 1 visits today)
Przeczytaj również:  Sondaż prezydencki. Krzysztof Bosak wyprzedził Biedronia i Hołownię