Mateusz Ćwikliński to dyrektor gospodarstwa w Przewodowie, w którym miała miejsce tragedia. W wyniku wybuchu rakiety zginęło dwóch Polaków.

– Co będzie jutro? Nie wiem. Do nas nie dociera, że ci ludzie nie żyją – powiedział mężczyzna, który jako pierwszy zjawił się na miejscu eksplozji.

– Zdjęcia nie pokazują rozmiaru tego, co się tu wydarzyło. Tak naprawdę widok jest przerażający. Lej w ziemi na 10 metrów. To duża dziura” – powiedział. „Akurat wychodziłem na dwór. To był świst, jakby ktoś fajerwerki wypuścił. Za chwilę nastąpił wybuch – dodał Ćwikliński.

Przyznał on, że widział się ze zmarłymi pracownikami tego samego dnia.

– Rozmawiałem z tymi ludźmi rano. Sam byłem w tym punkcie godzinę wcześniej, jestem tam codziennie. To jest szok. Nikt idąc do pracy nie myśli, że zginie od bomby. Oni tu przepracowali całe życie. To jest nieprawdopodobne, co się stało, bo obok przecież jest szkoła, blok mieszkalny – relacjonował zasmucony.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Białoruski generał uważa, że Polska szykuje atak na Białoruś

Przeczytaj również:  Patrioty są już w drodze do naszego kraju. „Mają chronić rejon wokół polskiego Zamościa”

źródło: wp

(Visited 146 times, 1 visits today)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj