Małgorzata Kidawa-Błońska rozmawiała z dziennikarzem Jackiem Żakowskim w radio TOK FM. Do wyborów pozostało niespełna 10 dni. Według kandydatki na premiera frekwencja w tych wyborach będzie niezwykle ważnym czynnikiem.

Na pytanie, w jaki sposób Koalicja Obywatelska chce nakłonić wyborców do głosowania, Kidawa-Błońska odpowiedziała:

– Z dużą konsekwencją cały czas jeżdżenie i rozmawianie o problemach, od małych do dużych miejscowości. Ale teraz szczególnie ważne jest namawianie, żeby nikt nie był obojętny i poszedł na wybory. Bo niezależnie od tego, czy ktoś się z nami zgadza, czy nie, pójście na wybory to wzięcie odpowiedzialności za kraj.

Swoimi słowami zachęcała do głosowania:

– Nie można mówić, że się nie poszło na wybory i nic się nie stało. Czasem 3-4 głosy mogą przesądzić, kto zostanie senatorem czy posłem w danym okręgu.

Kandydatka PO-KO argumentowała: „Im większa frekwencja, tym będzie lepszy rząd i lepszy parlament”, bo będzie cieszył się większym mandatem społecznym.

Polityk wypowiedziała się również o szansach Koalicji Obywatelskiej na uzyskanie dobrych wyników w wyborach do Sejmu. Według jej optymistycznych założeń 13 października opozycja zdobędzie tyle mandatów poselskich, aby mogła samodzielnie stworzyć rząd.

Na koniec rozmowy dziennikarz Żakowski zapytał:

– I będzie pani premierem? Koalicjanci się zgodzą, to przegadane?

Na tak postawione pytanie przez dziennikarza, Małgorzata Kidawa-Błońska rzekła:

– Będę. (…) Jestem w stanie rozmawiać z każdym, kto reprezentuje opozycję w naszym kraju.

– Czy z Konfederacją także? – dopytał dziennikarz.

Na co Małgorzata Kidawa-Błońska odrzekła, iż jej zdaniem partia ta nie jest opozycją, ale „częścią bloku antydemokratycznego, którego ona nie popiera”.

źródło: telewizjarepublika.pl, tokfm.pl , dziennik.pl

(Visited 15 times, 1 visits today)
Przeczytaj również:  Dorota Brejza zrównana z ziemią po swoim wpisie. W jej obronie musiał stanąć mąż, ale na niego też posypały się gromy