Kandydat na prezydenta Marek Jakubiak boryka się ostatnio z nowymi trudnościami. Jego zgłoszenie budzi również coraz więcej wątpliwości. Były polityk Kukiz’15 zgromadził 140 tys. podpisów pod swoim nazwiskiem, co wywołało powszechne zdumienie.

Teraz Marek Jakubiak odkrył, że część z nich miała być „dopisywana”. Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, przy tych nielegalnych działaniach zatrudnieni byli przybysze ze Wschodu. Oficjalnie ich praca w Warszawie miała polegać na „przepisywaniu książek za 40 złotych za godzinę”.

Tymczasem wyszło na jaw, że doszło do fałszerstwa blisko 18 tysięcy podpisów zawierających imię, nazwisko oraz pesel. „GW dotarła do inicjatora tego pomysłu — Mateusza P., który organizował również Revolution Mariusza Maxa Kolonki. Teraz mężczyzna miał zaangażować się w pomaganie byłemu posłowi Kukiz’15.

— Komuś zależy na tym, by pana Marka podejrzewano o negatywne działania. Nic takiego nie miało miejsca, a informacje na temat przepisywania list przez osoby z zagranicy to fejk — przyznał Mateusz P.

Po chwili dodał:

— Rzeczywiście, dostarczyłem panu Markowi paczkę z podpisami. Zbierając je, oparłem się o struktury, które miałem z czasów działalności w komitecie Maxa Kolonki. Ale to były nowe podpisy. Po prostu zarzuciłem swoim ludziom temat, czy mieliby ochotę zebrać podpisy dla pana Marka, i się udało.

Przeczytaj również:  Braun: „To nie jest żaden kryzys. To efekt błędnych działań i błędnej polityki”

A co na to sam zainteresowany? Parlamentarzysta nie zaprzeczył, że do fałszowania podpisów nie doszło.

Sam jednak przyznał, że nie miał z tym fałszowaniem nic wspólnego. Dodał przy tym, że zgłosi sprawę na prokuraturze.

Reporter WP Sylwester Ruszkiewicz odkrył, że w zbiórkę podpisów dla Jakubiaka angażowali się również terenowi działacze PiS.

źródło: wp.pl

(Visited 115 times, 1 visits today)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj