Francuscy kandydaci do wyborów prezydenckich stanęli przed lada wyzwaniem. Wojna na Ukrainie to aktualnie temat numer jeden w mediach i może w znaczący sposób wpływać na kampanię wyborczą.

Od przeszło dwóch tygodni retoryka francuskich kandydatów na prezydenta musiała zmienić swój charakter z racji konfliktu na Ukrainie. Istnieją obawy, że proces demokratyczny zostanie odsunięty w cień, co może dać aktualnemu prezydentowi Emmanuelowi Macronowi znaczną przewagę nad rywalami.

Ponadto piąta fala koronawirusa we Francji przeniknęła francuską politykę narodową i stała się dodatkowym ograniczeniem, które mocno wpłynęło na kampanię prezydencką.

Od 24 lutego wojna zdominowała internetowe wiadomości. W efekcie twarze Władimira Putina oraz Wołodymyra Zełenskiego stały się bardziej rozpoznawalne dla francuskiego elektoratu niż kandydaci na urząd prezydenta.

Liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen musiała przesunąć o tydzień swój wywiad dla telewizyjnej stacji France 2. Wcześniej był on planowany na 24 lutego. Kandydat Zielonych Yannick Jadot musiał odwołać udział w „Forum Możliwości”, który był zaplanowany na 25 lutego w centralnym francuskim mieście Clermont-Ferrand.

Wygląda na to, że francuscy politycy muszą przystosować się do nowej sytuacji geopolitycznej, przyświeca im jednak nadrzędny cel, by nie wypaść poza aktualne wydarzenia i nie utracić poparcia.

Przeczytaj również:  Tłum ludzi rzuca się na olej w sklepie. Dantejskie sceny [WIDEO]

Kandydaci na prezydenta posługują się teraz o wiele bardziej wyważonym językiem, co nie oznacza, że zniknęły wszystkie polityczne kłótnie. Konflikt ukraiński obnażył przy okazji wyraźne podziały, które występowały przy sprawach dyplomatycznych.

Podobnie jest w przypadku prawicy oraz skrajnej prawicy. Centroprawicowa kandydatka Valérie Pécresse zaatakowała skrajnie prawicową Marine Le Pen i Erica Zemmoura za ich powiązania z Władimirem Putinem.

Jedynie Emmanuel Macron uniknął ataków swoich rywali i wydaje się, że ma aktualnie najlepszą pozycję. Polityk zapowiedział już, że będzie ubiegał się o drugą kadencję.

Centroprawicowy senator Bruno Retailleau z konserwatywnej partii Les Republicains przyznał, że boi się odruchowego „wiecu wokół efektu flagi”.

Nie da się ukryć, że wybuch pandemii koronawirusa w marcu 2020 roku doprowadził do wzrostu popularności Emmanuela Macrona.

Prezydent Francji nie przedstawił jednak jeszcze swojego programu ani środków na drugą kadencję. Jak wobec tego uda mu się poprowadzić kampanię reelekcji, skoro na pięć tygodni przed terminem nie ma jeszcze prawdziwego projektu politycznego?

Zobacz również: Wojna na Ukrainie: Aktor Aleksander Domogarow z Ogniem i mieczem popiera Putina?

Zobacz również: Publicysta zażartował z Tuska: „Jak spotykasz się z liderami jakiejś partii, to wybierz taką, której nie trzeba edytować konta w Wikipedii”

źródło: rfi.fr

(Visited 177 times, 1 visits today)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj