Znany komik Abelard Giza opisał swoją konfrontację z ciężarówką, która promowała hasła anty LGBT.
— Otworzyłem usta i… Jedyne co z nich wypadło to ślina. Ostatnio zareagowałem tak w piątej klasie — napisał przygnębiony Giza i zostawił komunikat dla rządzących.
Jeden z najsłynniejszych polskich stand-uperów, Abelard Giza w obszernym wpisie przedstawił, jak wyglądało jego spotkanie z ciężarówką promującą hasła wymierzone w osoby LGBT.
— Kilka dni temu miałem zderzenie z ciężarówką. To była ta homofobiczna ciężarówka, sącząca z megafonów jad wobec społeczności LGBT. Tego dnia pierwszy raz spotkałem takiego po*e-busa na żywo. I krew mi się zagotowała — czytamy w opisie znanego komika.
— Może miałbym to w nosie, ale dla mnie LGBT to nie tylko zbiór literek. To moi konkretni przyjaciele, których mam w tych środowiskach. Nigdy nie słyszałem, żeby ktokolwiek z nich podawał dzieciom tabletki na zmianę płci, albo próbował uczyć je masturbacji. Nigdy też nie jeździli na przyczepie tira, kręcąc d*pą w stringach do techno. Znamy się od lat. To są dobrzy, mądrzy i inteligentni ludzie. Z takimi ludźmi lubię się bujać. Ta okrutna nagonka, którą mamy dziś wkoło powoduje, że coraz częściej słyszę od nich, że chcą wyjechać z Polski. A ja nie chcę, żeby wyjeżdżali, bo ten kraj potrzebuje dobrych, mądrych i inteligentnych ludzi. Wyszedłem na jezdnię, stanąłem przed maską i pokazałem kierowcy, żeby wypie*dalał. To znaczy, machnąłem ręką, a powiedziałem pod nosem. Nawet nie drgnął. Wiadomo — miał misję. W jego mniemaniu każdy taki przejazd chroni dzieci przed złem. Zrobiłem to jeszcze raz. Patrzył na mnie z góry — dosłownie i w przenośni. I stałem taki bezsilny. Najgorsze uczucie na świecie — kontynuował Giza.
W jego opowieści nie brakowało barwnych epitetów i porównań, jak na osobę na co dzień zajmującą się rozbawianiem ludzi.
— A to cholerne dudnienie z głośników płynęło cały czas. On stał. Jemu grało. Mnie szlag trafił. To był ten moment, w którym powinienem był rzucić jakimś tekstem. Sprytnym, mocnym i zabawnym do tego stopnia, że facet słyszy, wypada z kabiny, tarza się po ziemi, przeprasza, rozumie, wyłącza szczekaczkę, zjada ciężarówkę, po czym umiera na moich oczach ze śmiechu. To był ten moment! Otworzyłem usta i… Jedyne co z nich wypadło to ślina. Oplułem ten samochód. Ostatnio zareagowałem tak w piątej klasie. Dziś czterdziestoletni siwy gość z brzuchem plujący na przednią szybę busa — żenada. Wiem. Ciągle o tym myślę. Tak się nie robi, bo reagowanie agresją na agresję jest słabe — dodał z bezradnością mężczyzna. Wszystko wskazuje na to, że w obliczu takiego spotkania nie pozostało mu nic innego, jak wycofanie się.
— O tym, że ja, człowiek po studiach, ojciec, mąż, stand-uper, stary wyga, który pręży się tu nieraz na Facebooku, albo na scenie i często próbuje pouczać innych, jedyne co potrafiłem zrobić, to zebrać w pysku trochę śliny i cisnąć ją przed siebie, ale nie mogłem nie zareagować w ogóle. Nie w tych czasach. Wstawcie sobie w miejsce czterech literek L, G, B i T kilka innych, tworzących Wasze nazwisko. I to coś jeździ po mieście i łączy Was z pedofilią. Nadal brak reakcji będzie wystarczający? — zastanawiał się Giza.
źródło: pudelek.pl